FILM WOŁYŃ – SPOJRZENIE Z OBU STRON

              Film „Wołyń” w oczach ekspertów z obu stron tragedii. Dyskutują dr Olga Linkiewicz (Instytut Historii PAN) i Petro Tyma (prezes Związku Ukraińców w Polsce). Skrót tekstu ukazał się w prestiżowej Krytyce Politycznej, na jednym z kijowskich portali, całość poniżej:

 

Czerń niech pracuje na czarno

Do kin wszedł film Wojtka Smarzowskiego „Wołyń”. Szefa BCh przedstawia jako oficera nieznanej formacji. Obraz utrwala stereotypy i nie przysłuży się pojednaniu narodów. Pogromów nie będzie, ale zatrudniający ukraińskich robotników dostali argument, by nie płacić im ZUS-u i utrzymywać niegodziwie niskie stawki płacy.

            Film zawiera scenę śmierci Zygmunta Rumla, poety i dowódcy VIII Okręgu BCh. Wymazano jego nazwisko oraz nazwę ludowej formacji. Szkoda, że w scenariuszu zabrakło relacji Teofila Nadratowskiego, chłopa udzielającego mu ostatniego noclegu przed wyruszeniem na rozmowy z banderowcami: „nikt w to nie wierzył, wszyscy odradzali, przestrzegali. Odświeżyli mundury u Leśniewskich, bo byli w polskich mundurach, z oficerskimi dystynkcjami. Oni już nie wrócili, ale jeszcze nas ostrzegali, żebyśmy szukali ocalenia w bazie samoobrony w Zasmykach”.

O komentarz do filmu poprosiliśmy dr Olgę Linkiewicz z Instytutu Historii Polskiej Akademii Nauk (konsultantkę historyczną filmu) oraz Petra Tymu, historyka i prezesa Związku Ukraińców w Polsce.

glowne Wolyn fot. Krzysztof Wiktor, Film It!_9341 male

Natalia Meronowna mieszkająca w Polsce od 8-miu lat wybrała się na premierę. Z ciekawości co w jej życiu, jej synów i miliona Ukraińców pracujących w Polsce zmieni ten film.

Olga Linkiewicz: Najlepiej opowiada o tym sam Wojtek Smarzowski. Film nie ma na celu piętnować, ukazywać złego Ukraińca, czy powielać stereotypów, tylko pokazywać zło nacjonalizmu: ideologii, która upowszechniana, propagowana, może prowadzić do zbrodni, do czystek etnicznych. Myślę, że to jest przestroga dla nas wszystkich: dla Polaków i dla Ukraińców. To jest przesłanie bardzo uniwersalne.

Petro Tyma: Kreuje klimat zagrożenia. Krakowska „Gazeta Wyborcza” przytacza, że obok akademika gdzie mieszkają studenci z Ukrainy pojawił się napis „Wołyń pamiętamy”. Środowiska kibicowskie od jakiegoś czasu wieszają na stadionach baner o tej samej treści. W tekstach zespołów z nurtu tzw. rapu narodowego wzywa się do agresji przeciwko Ukraińcom, zaprzecza się ich człowieczeństwu. To krąży w internecie. Mowa nienawiści. W Przemyślu zaatakowano ukraińską procesję, w początku października we wsi Werchrata (woj. podkarpackie) doszło do zniszczenia kolejnego ukraińskiego pomnika. Obawiam się, że film jeszcze bardziej uruchomi ciemną stronę emocji polsko-ukraińskich.

Deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Mykoła Kniażycki uważa, że film przyczyni się do skomplikowania i tak trudnych relacji polsko-ukraińskich, ostatnio poddanych próbie w segmencie historia-przeszłość-sposób dyskutowania o przeszłości. Ten film utrwala konfrontacyjno-negatywny nurt. W recenzji ukraińskiego dziennikarza czytam, że „Wołyń” jest częścią polskiej polityki historycznej, w której dominuje jednostronna narracja. Pokazuje cierpienie Polaków, ale przede wszystkim odwołuje się do utrwalonego stereotypu Ukraińca. A że jest filmem w miarę dobrze zrobionym, jego oddziaływanie jest zwielokrotnione.

 Wolyn fot. Krzysztof Wiktor, Film It!_5773Wolyn fot. Krzysztof Wiktor, Film It!_3249

To film o wojnie domowej, jak w Donbasie? O uchodźcach?

Olga Linkiewicz: To nie była wojna domowa. To co stało się na Wołyniu możemy określić mianem rzezi, ludobójstwa czy czystki etnicznej (wiemy, że wciąż trwa dyskusja dotycząca terminologii). Wydarzenia nie miały charakteru spontanicznego, jak chce to przedstawiać część ukraińskiej historiografii. Nie możemy mówić ani o wojnie domowej, ani o buncie ludowym mas. Wydarzenia tak zwanej rzezi wołyńsko-galicyjskiej są udokumentowane i wiemy, że miały charakter zorganizowany (pisze o tym m. in. Grzegorz Motyka). Decyzje były podjęte na szczeblu najwyższym Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.

Petro Tyma: W pewnym sensie tak. W filmie mamy taką wieś, gdzie Ukraińcy i Polacy są sąsiadami. Jest też odzwierciedlenie doświadczeń milionów ludzi, którzy w wyniku działań wojennych, nakazów władzy, strachu opuszczali swoje domy. To doświadczenie większości narodów europejskich: ludzie na wozach, z dobytkiem szukający schronienia…

Wolyn fot. Krzysztof Wiktor, Film It!_6484

Czy obraz wsi i dworu jest prawdziwy?

Olga Linkiewicz: Wołyń Zachodni w 70% zamieszkiwali Ukraińcy i w większości była to uboga ludność chłopska. Wśród Polaków na wsiach były różne grupy. Dawne polskie osadnictwo – chłopi i szlachta zagrodowa – to była ludność „zruszczona” (jak to określano przed II wojną światową), która w znacznej mierze przejęła zwyczaje i  język codzienny sąsiadów. Posługiwała się gwarą ukraińskiego. Rodziny z XIX w. osadnictwa żyły w podobnym stylu jak ukraińscy czy też ruscy sąsiedzi, ale zachowały swoją odrębność (przynajmniej część mieszkańców z tej grupy mówiła po polsku). Chociaż Wołyń był zasadniczo biedny, wśród Polaków były rodziny lepiej sytuowane. Taką stosunkowo zamożną wsią były np. Parośla, w których w lutym 1943 doszło do pierwszej rzezi. Ale także u Polaków przeważały biedne, niewielkie gospodarstwa. Warunki materialne osadników z lat 20-tych często były bardzo złe.

Petro Tyma: Uproszczony. Obok wsi były też kolonie. Polscy osadnicy dostawali ziemię, niejednokrotnie mieli prawo do posiadania broni, współpracowali ściśle z administracją. Ludność miejscowa postrzegała ich jako obcych, a ich stosunek do miejscowych był często pogardliwy. Dwór ukazany jest epizodycznie. W chwili gdy państwo się wali, nie ma policjanta, pojawiają się instynkty zawiści i chęć wzbogacenia się. To nie dotyczy tylko Kresów. Takie same akty kradzieży miały miejsce w Warszawie we wrześniu 1939, w innych regionach Polski, gdy oczyszczano z ludności żydowskiej getta. Jeżeli chodzi o dwór, to mimo państwa, administracji, właściciel ziemski nadal sprawował niemałą władzę. Chłopi byli często od niego zależni. Moja matka opowiadała, że dziadek jeździł do pracy aż pod Płońsk. Bo dziedzic spod Jarosławia miał też tereny pod Płońskim i tam kierował swoich robotników.

Wolyn fot. Krzysztof Wiktor, Film It!_6845Wolyn - Michalina Labacz z rezyserem, fot. Krzysztof Wiktor - Film itWolyn fot. Krzysztof Wiktor, Film It!_8756

Poznamy przyczyny czystki etnicznej?

Olga Linkiewicz: Szukanie przyczyn rzezi w polityce państwa polskiego czy postawie Polaków wobec Ukraińców przed wojną to uproszczenie, typowe dla części historiografii ukraińskiej. To uproszczenie niestety kształtuje pamięć historyczną na Zachodniej Ukrainie.

Petro Tyma: Skutek jest wyrysowany, całe sekwencje zbrodni, napięcia, strachu, palenia wsi. Podłoże konfliktu potraktowano śladowo. To głównie rozmowa na weselu przy wódce. Ktoś nie ma ziemi, Polak-pan, Rusin-cham. To są aluzje. Nie wiadomo czy to frustracja jednego człowieka, czy szersze zjawisko. Niszczona cerkiew na Chełmszczyźnie jest epizodem z fotografią, nie ma sceny w filmie. Rzeczywistość II RP była gorsza niż pokazuje Smarzowski. Żołnierze KOP-u włączyli się w akcję katolicyzacji prawosławnych na Wołyniu. Akcja objęła ok. 7 tys. ludzi. Były interpelacje poselskie w tej sprawie, Maria Dąbrowska pisała o tym w dzienniku. Wieś Hrynki to symbol idiotycznej polityki, przykład bawienia się zapałkami w składzie prochu. Żołnierze KOP-u pod karabinami zmuszali chłopów do przyjęcia komunii w kościele. Czy to nie rodziło chęci zemsty?  To też jest przedwojenny Wołyń. Tysiące ludzi z Wołynia sanacyjne władze aresztowały za strajki chłopskie, za działalność komunistyczną, nacjonalistyczną. Ci ludzie się nie rozpłynęli. Gdy rozpadało się państwo wychodzili z więzień, wrócili na wieś. No i była straszna bieda. Obok sfilmowanej idylli warto pokazać inny obraz – strajki chłopskie, policję strzelającą do rolników, starcia, podpalenia. To często nie miało podłoża narodowego. Decydowało rozwarstwienie społeczne i wielki kryzys.

Wolyn - wkroczenie wojsk radziecki - wrzesien 1939, fot. Krzysztof Wiktor - Film it male

Obok Polaków i Ukraińców pojawiają się Żydzi, Rosjanie, Niemcy. Są wiernie sportretowani?

Olga Linkiewicz: Mamy szereg relacji, które mówią o pogardliwym stosunku polskiej inteligencji wobec Ukraińców. Ale wiemy też, że stosunki polsko-ukraińskie przed wojną na wsi miały często charakter pokojowy i przyjazny. Funkcjonowało pobratymstwo – czyli więź między mieszkańcami wsi, nie będącymi krewniakami. Pobratymstwo służyło niesieniu sobie pomocy. Przykładowo: katolicka rodzina idąc do kościoła zatrzymywała się u rodziny prawosławnej, by pod ich dachem założyć buty. Udzielano sobie noclegu, pomagano w trudnej sytuacji materialnej. Studenci Instytutu Etnologii i Antropologii Kulturowej w Warszawie zebrali ciekawe relacje na ten temat.

Ale powstanie niepodległej Polski nie zostało przyjęte na Wołyniu z entuzjazmem. Istniał mit wywodzący się z I wojny światowej – okresu, w którym nie było konkretnej władzy państwowej na tym terenie: mit „słobody”, życia bez nadzoru, bez panów, bez ucisku. Nie było Rosji, nie było Polski. Z perspektywy wsi powstanie niepodległego państwa polskiego, które jak każde państwo narzucało pewne ramy życia społecznego: podatki, nakazy, zakazy (takie jak ograniczenie upraw tytoniu, wyrębu lasu, czy pędzenia bimbru) traktowano jako ograniczenie „słobody”. Siłą rzeczy urzędnicy i przedstawiciele państwa polskiego nie byli tu mile widziani.

Zwłaszcza w latach 20-tych bardzo popularna była ideologia komunistyczna. W latach 30-tych wzrosła popularność narodowych organizacji ukraińskich. Młode pokolenie było zainteresowane nowinkami, jakie przychodziły z miasta – gramofonem, rowerem czy miejskim strojem. Ale również nowinkami politycznymi.

Petro Tyma: Niemcy pojawiają jak tacy kulturträgerzy – przyjeżdża elegancki oficer, chłopstwo go wita. Oprócz epizodu z zabijaniem Żydów nie pojawiają się jako winowajcy dramatu ludności Wołynia. A postępowali na terenie Komisariatu Ukraina znacznie brutalniej niż w Generalnej Guberni. Pacyfikacje przypominały te z Zamojszczyzny. Einsatzkommanda zabijały Żydów na ulicach. W innych rejonach Europy wywożono do lasu, do obozu, starano się ukryć zbrodnię. Scena z sowieckimi partyzantami to jedna z najbardziej zakłamanych. „Masz szczęście, że trafiłeś na nas, a nie na chachłów” – mówi dowódca. Tymczasem w tych oddziałach służyło wielu Ukraińców i z USRR i z Wołynia. Sowiecka partyzantka realnie wzmacniała konflikt. Walczyła z UPA, dokonywała dywersji przeciw Niemcom nie patrząc na skutki dla ludności cywilnej. Destabilizacja sytuacji zaczęła się w następstwie prowokacji dywersyjnych oddziałów NKWD oraz rajdu gen. Kowpaka. Dochodziło do bitew Niemców z partyzantami, ale i pacyfikacji wsi.

Wolyn fot. Krzysztof Wiktor, Film It!_0409

Pamiętna scena: przemyka wilk i daruje życie kobiecie z dzieckiem. Homo homini lupus est?

Olga Linkiewicz: W tej chwili trwa dyskusja, czy próbując uporać się z przeszłością należy rozmawiać, czy należy krzyczeć. Jedna i druga forma jest uprawniona i ma sens. Nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, że film „Wołyń” jest krzykiem. Smarzowski w swojej twórczości od lat koncentruje się na pokazywaniu przemocy, antagonizmów i ciemnej strony natury ludzkiej.

Wojna zmienia sytuację społeczną, równowagę i postawy społeczne. Przemoc objawia się w formie dotąd niespotykanej. Proszę pamiętać, że przed rzezią wołyńsko-galicyjską dochodzi do Holokaustu, do masowych mordów ludności żydowskiej na miejscu, we wsiach. Inicjatywa i przebieg akcji antypolskiej były wynikiem działań formacji OUN i UPA. To nie jest tak, że chłopi sami z siebie biorą siekiery, idą do sąsiadów i ich mordują – częściowo pod wpływem przymusu, częściowo zachęty OUN, zaczynają przyłączać się do mordów na sąsiadach. Oczywiście nie wszyscy. Jest szereg przykładów pomocy i ostrzegania przed niebezpieczeństwem.

Petro Tyma: Jest też scena wyłowienia zwłok księdza, gdy padają słowa: „to nie zwierzęta, zwierzęta się nie znęcają nad ludźmi”. Wilk, sceny z flagami, okrzyki „Sława Ukrainie”, demoniczni upowcy, ich oficer fanatyk żądny krwi. Takie sceny wdrukowują w pamięć widza negatywny obraz, odwołują się do skojarzeń. Film poprzez naturalistyczne, mocne sceny przywiązuje widza do takiej narracji.

Wolyn fot. Krzysztof Wiktor, Film It!_8829 male

O czym nakręcić film kolejny film o Polakach i Ukraińcach?

Olga Linkiewicz: Brak nowej, współczesnej opowieści o akcji „Wisła”. O losach społeczności ukraińskiej i rodzin mieszanych na Ziemiach Zachodnich.

Bardzo ciekawym okresem są lata 20 lata i 30 XX w. na Ziemiach Wschodnich, które są słabo opisane w historiografii, a co dopiero mówić o bardziej popularnych formach opowiadania o przeszłości. Z jednej strony współżycie mieszkańców, niepozbawione codziennych konfliktów, było dobre. Z drugiej treści nacjonalistyczne i komunistyczne miały bardzo silny wpływ na wieś i antagonizowały mieszkańców. To jest temat wciąż ciekawy dla ludzi na Ukrainie i w Polsce. Dzieci i wnuki przesiedleńców na Ziemie Zachodnie są tym zainteresowane – tworzą grupy w internecie i na facebooku, które wymieniają się zdjęciami i materiałami. Na przykład Olejów na Podolu to świetny portal, na którym byli mieszkańcy starają się mówić otwarcie o przedwojennej rzeczywistości i pokazywać ją za pośrednictwem różnych źródeł.

Petro Tyma: O ludzkich wyborach, bo świat z natury nie jest czarno-biały. Jest gen. Szeptycki i metropolita Szeptycki, ta sama rodzina. Wiaczesław Lipiński – Polak i rzymski katolik – został liderem ukraińskich konserwatystów, dyplomatą w 1918. Jego ukraińskość była wyborem. Są obecne na pograniczu małżeństwa polsko-ukraińsko-żydowskie. To więzy wbrew ideologii, uprzedzeniom i systemom. Taki obraz Wołynia opisuje wydana w 2010 powieść Wołodymyra Łysa „Stulecie Jakuba”. Ukazuje jak trudne było życie zwyczajnych ludzi poddanych presji historii. Biedny chłopak z Wołynia żeni się z Polką. Polka jest z miasta, ciężko jej się odnaleźć w prawosławnej wsi. Potem przychodzi okupacja. I to co umyka z polskiej perspektywy: kolektywizacja, represje i sowietyzacja w latach 1944-56. ZSRR, jego rozpad, reket… Wszystko wydarza się w życiu jednego człowieka.

XXX

Na interwencję ukraińskiego MSZ wstrzymano pokaz filmu w Kijowie. W imię zachowania dobrosąsiedzkich stosunków.

Rozmawiał Manuel Ferreras-Tascón

Fotosy: Krzysztof Wiktor,  Forum Film Poland







UDERZENIE KOLORU

neon

              Na wernisaż szłam na ugiętych nogach. Kołatały mi się w głowie modne i uczone teorie. Istnieje jeszcze malarstwo, czy do cna zastąpiły go sztuki wizualne? Instalacje, video art, grafika, performance – buzują gorączkowo w tyglu sztuki, co i raz starając się przyciągnąć uwagę nowością.

z dalegotestzatkal mi sie zlew

              Tymczasem przedwcześnie pogrzebane malarstwo sztalugowe wyłamało ramy własnej klepsydry i pełnym życia korowodem rozbiegło się po salach jednej z najbardziej prestiżowych galerii stolicy. Płótna krzyczą kolorem, nucą nastrojowo, szepczą, tną bezlitośnie przestrzeń. Zabudowują ją we własny deseń.

malpacałusnijerzu

             W Galerii ZPAP przy Mazowieckiej w Warszawie ruszyła wystawa „Trzy wymiary”. 119 obrazów tyluż malarzy dowodzi, że wiele jeszcze można wyrazić pędzlem. Dzieła zgrupowano w blokach: Cisza, Szept, Krzyk.  Prace są na tyle różnorodne, że każdy odnajdzie tu coś dla siebie.

czador

              Zwolennicy surrealizmu, koloryzmu, ekspresji, postimpresjonizmu, abstrakcji, bez trudu wskażą palcem prace swego ukochanego kierunku. Ba, wiszą nawet płótna twórców nie bojących się stygmatyzacji, jaką niesie realizm i malarstwo figuratywne.

papier pakowyjazz

            Trio jazzowe to bardziej mozaika niż obraz. Naprzeciw wisi ewidentny collage. Kilka prac tak promienieje barwami, że zdają się poruszać. Jarzą jakby neony.

rewersdrzewo całuskowestrzyga

            Malarstwo żyje i się rozwija. Zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę, że Związek Plastyków zrzesza raczej dojrzałych twórców. Młodzież nie garnie się do związków twórczych. Czy to plastycznych, czy literackich. Zatem tacy twórcy jak radomianin Marcin Sutryk (lekko przewiń w dół), cała siedlecka Grupa Ławeczka, autorzy zgrupowani w formacji Mecyje i wielu, wielu innych utalentowanych malarzy młodszego pokolenia, nie jest reprezentowanych na tej wystawie.

świteźparkiet

            Dorzućmy jeszcze kilku samotnych wilków, jak choćby Tadeusz Niemiec Thady z Łodzi (kliknij i przewiń na sam dół). Tym bardziej możemy mówić o renesansie malarstwa sztalugowego. I dobrze! Zabieram córę na Mazowiecką. A Ty? Kogo zaprosisz?

rtgsardinapomost

             Ekspozycję oglądać możemy codziennie od poniedziałku do niedzieli w godz. 11.00-19.00 w Galerii DAP przy ul. Mazowieckiej 11 A w Warszawie. Czynna będzie do 5 października.

pajaktancerkalachon

            Kuratorem wystawy jest przewodnicząca Sekcji Malarstwa Okręgu Warszawskiego ZPAP Małgorzata Kroszczyńska. Wspierały ją Maria Niedźwiedź-Suchońska i Łarysa Jaromska. Pełna lista malarzy uczestniczących w wystawie: KLIKNIJ TUTAJ.

w foteludluzej wiecejtoast

Ilustracje za katalogiem wystawy







BOŻE CIAŁO

 

aquimia

             Rzucił Bogu wyzwanie. Lorenz Dhur, po polsku mistrz Jan Twarowski, uczony z Wittembergi, nadworny astrolog i figura na Wawelu za panowania Zygmunta Augusta. Zbiegł w niesławie, życie ocalając dzięki zbrojnej asyście ochroniarzy bp. Franciszka Krasińskiego. Pana na Węgrowie.  Pozostało zwierciadło w którym nie twarz Boga się odbijała.

 Albrecht Durer Jezdzcy ApokalipsycustodiaAlbrecht durer la muerte y el diablo

             Zwierciadło choć mierzy niespełna pół metra kwadratowego, a cienkie jest na 8 mm, waży aż 18 kg. Wykonano je bowiem ze stopu srebra cyny i cynku. Nie służyło do golenia. Miało moc koncentrowania woli celem uzyskania wizji. Duchowy pryzmat. Jak szklana kula.

na dobranoc2

             Naukowcy potwierdzili jego pochodzenie z czasów czarnoksiężnika. Łaciński grawerunek nie budzi wątpliwości: „Twardowski tym zwierciadłem wykonywał magiczne sztuczki. Bawienie to zamieniono na służbę Bożą”. Bogobojni mieszkańcy północnego Mazowsza zawlekli je za kościelny mur. By okiełznać  moce. Tam ujrzał je poeta. Wstrząśnięty Andrzej Zaniewski spisał na gorąco:

 madre Dali

Przed lustrem w Węgrowie

                                                                                           pamięci Mistrza Twardowskiego

Lustro jest ciche. Nie skrzywia. Nie krwawi,

w zamgleniu widzisz siebie i plamy, jak maski

na nieznanych twarzach. Próbujesz odnaleźć swą

matkę sprzed wybuchu wojny. Jak ty dziś,

chciała dowiedzieć się więcej o jutrze,

przygotować się i oczekiwać.

1024x1024Tadeusz Niemiec1

Pochylasz się, zbliżasz… Chłód… Dłoń

czarownika sprzed wieków jakby cię dotknęła.

Boisz się tego lustra, że cię uwięzi,

pochłonie, zamknie… Odejdziesz, lecz dusza

pozostanie. Chcesz uciekać – daremnie.

Tadeusz Niemiec2Lignum Crucizpareja quimica alquimia

Szatan, demony, zwidy, wszystko tu trwa, istnieje

w mahoniowym świetle zakrystii starego kościoła.

Senny pająk tworzy swą sieć przy krawędzi,

a ty coraz więcej dostrzegasz, coraz więcej

wiesz, i już nie pytasz.

komikspełnalustro twardowskiego12443138_1102198296510853_1106560235_n

W zmatowiałym blasku, na godzinę przed zmierzchem

wpatrujesz się w odbicie starego mężczyzny,

to ty i więcej nikogo nie ma.

A. Wieric XVIwpuszkaGerman Balloque maternidad

Noc też  odbija się w lustrze

i zniknie o świcie.

la hostiael bosco

Ilustracje: German Balloque, Hieronim Bosch, Salvador Dali, Albrecht Dürer, Tadeusz Niemiec, A. Weric

Custodia de Juan de Arfe. Inmaculada. Catedral de Sevilla, Corpus de 2013

 







OPOWIEDZMY TEN ŚWIAT, TO ZNACZY CZŁOWIEKA

IMG_8176 - K13x18 male Glowne

Największy żyjący polski prozaik, jedyny dwukrotny laureat nagrody Nike, zdobywca nagrody Reymonta, wieloletni kierownik literacki Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, prekursor „nurtu chłopskiego” w literaturze – Wiesław Myśliwski o człowieku, o najwyższej ze sztuk, o tym co w Tobie obudzi Zło.

             Choć ostatnia powieść ukazała się trzy lata temu, sala Teatru Powszechnego w Warszawie wypełniona po brzegi. XII rzędów ludzi w różnym wieku. Przed nami mistrz słowa, syn urzędnika i działaczki ZMW „Wici” ze wsi Dwikozy, 7 km od Sandomierza. Wiesław Myśliwski. Skromny, godny, chłopski filozof. Oddaję mu głos.

IMG_45902petanka_warsztaty2_800_600 lodz

Myśliwski o „nurcie chłopskim”:

„Jako kierownik literacki Ludowej Spółdzielni Wydawniczej  przyszedłem do Henryka Berezy i mówię: „słuchaj, napisałem powieść”. Odpowiedział: „O Matko Boska!”. Lękał się, że mnie poniosło skoro czytam i oceniam innych. Piotr Kuncewicz w swojej historii literatury zawarł, że studiując polonistykę na KUL-u pisałem wiersze. Kłamał, co on mógł wiedzieć. Poznałem go wiele lat później w Warszawie. Debiutowałem „Nagim Sadem”. Henryk Bereza nazwał mnie głównym pisarzem „nurtu chłopskiego” w literaturze? I dziś pojawia się sporo młodych pisarzy co sięgają po inspiracje do wsi. Ten cały nurt polegał na tym, że po 1956 r., gdy skończył się socrealizm, musiała nastąpić jakaś reakcja na kłamstwa. Pojawili się pisarze szukający inspiracji w kulturze chłopskiej. XX-lecie i socrealizm uprawiając literaturę obyczajową traktowały wieś jako TEMAT. Po Październiku nastąpiła reorientacja ku kulturze chłopskiej, która nie jest folklorem, a sposobem egzystencji. Sposobem jak żyć. Afirmującym życie, nawet kiedy jest nie do przyjęcia. Chłopi do lat 60. XX w. byli analfabetami. Skazanymi tylko na mowę. Ich kulturą była kultura mowy, a nie pisma. Literatura powinna powstawać z mowy, a nie z pisma, innych książek. To mowa ludzka jest wielkim źródłem literatury, nie tematy. Każdy człowiek ma swój język i to jest źródło literatury. Dlatego też literatura nigdy nie zginie. Cała wartość nurtu chłopskiego polegała na reorientacji z tematu na kulturę. W niej jest język. Nie chodzi o gwarę, a o ducha języka. Mowy żywej. Duch języka jest istotą moich książek.”

 IMG_8132 maleIMG_7849

Wkrótce nowa powieść

„Nie chciało mi się pisać po „Ostatnim rozdaniu”. Ale dostałem list od czytelnika ze Starachowic, który widział w telewizji rozmowę ze mną. Mówiłem, że skończyły mi się ołówki i żyletki. Przysłał mi całą paczkę ołówków i czeskich żyletek „Tatra”. Bo ja piszę ołówkiem i ścieram gumką. Obecnie „Ucho igielne”.  Czemu piszę w pierwszej osobie? Bo to jest natura opowieści człowieka. Trzecią osobę wymyślili teoretycy literatury. W życiu nie ma takiej trzeciej osoby która wie, co inny czuje. Człowiek zawsze mówi w osobie pierwszej. I zawsze mówi prawdę, nawet jeśli kłamie, mistyfikuje, zmyśla, fantazjuje – to jest prawda o nim samym.  Podmiotem świata jest jednostka, nie zbiorowość. Po nas przyjdą inni opowiadać swoją historię. Literatura nigdy nie zginie.”

IMG_8157 - K13x18 maleautograf1

Literatura to sztuka słowa

„Żona mnie posądza, że nie słucham CO ludzie mówią. Bo co oni mówią, to ja wiem. Ja słucham JAK mówią. A każdy mówi inaczej: w planie emocjonalnym, używania słów, intonacji, akcentacji. Ludzkie języki to wielka muzyka świata. I tu literatura ma początek. Literatura jest sztuka słowa. Bo słowo ustanawia świat książki. Fabuła jest pretekstem. Każdy ludzki zapis może być literaturą. Jednak mało co literaturą jest. Bo to sztuka słowa, które nas zachwyci, oburzy, jest gwałtem na naszych wyobrażeniach o świecie, o tym, przy czym upieraliśmy się. Powieść stała się standardem. Zalała księgarnie, ale w 90% nie ma nic wspólnego ze sztuką.”

IMG_8125 malealtamira1

Zacznij wykuwać swój los, teraz!

„Nie zgadzam się ze starożytnymi Grekami, że Los to fatum, wyrok. Los to świadoma konstrukcja naszego życia. Nie wystarczy żyć, trzeba wiedzieć, że się żyje. Los możemy konstruować w trakcie życia, mając np. 40 lat. To nie jest summa życia, podsumowanie u kresu. Może być motorem działań. To świadomość sensu naszego życia. Tym jest Los.”

gato negroIMG_7746

Wielka improwizacja

„Jak piszę to improwizuję. Nie mam planu. Jak bym wiedział co jest na końcu, to po co bym pisał? Pisanie i mnie ma zaciekawić, nie tylko czytelnika. Ciekawość jest powodem tego, że piszę. Jak siadam, najwyżej mam pierwsze zdanie. Nie wiem w którą stronę to pójdzie. Mam pierwsze zdanie, a w nim jest cała intencja, która odczuwam. Ono potem powołuje do życia postaci, których nie przewidywałem. Te z kolei wypowiadają zdanie, które wywołuje inną postać. I tak to idzie. Pisanie książki jest dla mnie lekcją. Dowiaduję się dużo o tych ludziach, których wywołuję. Dowiaduję się o sobie: czy byłbym zdolny do czynów i decyzji, które one podejmują. Nie musi być wielkich wydarzeń. W tych banalnych kryją się rzeczy, o których nam się nie śniło. Życie ludzkie w istocie jest banalne. Dzień za dniem jest taki sam. Ale w tym tkwi tajemnica życia ludzkiego. Czy saksofonista z „Traktatu o łuskaniu fasoli”, pokerzysta z „Ostatniego rozdania” to ktoś, kogo znałem? W pokera to grałem. Nie śmiałbym pisać o pokerzyście, gdybym sam nie grał. Jednak postacie na kształt kogoś, kto żył w rzeczywistości, to by mi się nie udały. Taka postać skurczyłaby moją wyobraźnię. Ona może mieć dalekie powinowactwo z kimś, kogo spotkałeś, ale na tyle dalekie by nie ograniczać wyobraźni.”

IMG_8126 maleIMG_3890IMG_2231

Z autobiografii ledwo ciut

„Elementy autobiograficzne… „Widnokrąg” miałem w zamyśle jeszcze przed napisaniem „Kamień na kamieniu”. Ale może wobec własnej biografii człowiek ma poczucie lojalności, sentymentalizm, liryzm. Trzeba się wyrzec autobiografii. Wyzwolić się, by móc wykorzystywać jakieś motywy. Wtedy cię nie ubezwłasnowolnia. Możesz brać jeden dźwięk i robić z nim co chcesz. Muszę mieć wolność pełną. Nie to jest gwarantem autentyczności, że ktoś ma swój pierwowzór. Postaci muszą być zdeterminowane przez swoje życie, przez codzienność swoją. To jest gwarantem autentyzmu, nie opisanie kogoś, kogo się znało.”

6 001IMG_3934IMG_7868

Zło zbudzą w Tobie okoliczności

„Pisanie jest aktem okrutnym. Każda postać, którą w książce powołuję do życia, sprawdzam poprzez siebie. To jest też warunek autentyzmu. Gdybym pisał o kimś bardzo złym, też sprawdzałbym czy byłbym do tego zdolny. Jesteśmy zdolni do wszystkiego, tylko tego nie wiemy. Okoliczności sprawiają, że stajemy się źli. Dlatego nie znoszę moralistów w literaturze. Tego dzielenia ludzi na dobrych i złych. „Opowiadania kołymskie” Warłama Szałamowa są o tym. Dobrzy ludzie za marną nagrodę i awans stali się źli. Oficerowie NKWD, gdy spadali na samo dno i musieli złoto kopać, stali się do rany przyłóż. Szałamow siedział 27 lat. Spierał się z Sołżenicynem przyjmującym postawę „to oni”, gdy Szałamow mówił „to my”.

IMG_3899IMG_2138

Królowa sztuk… Muzyka!

„Sztuka jest jednością. Różnymi środkami opowiadamy ten sam świat, to znaczy człowieka. Piszę przy muzyce. Schubert, Beethoven, Bach. Muszą to być utwory kameralne. Przy symfoniach Beethovena czy Mahlera nie daje się pisać. Nie słyszę co gra, ale słyszę, kiedy nie gra… Gdy zaczynam pisać, włączam muzykę klasyczną. Nie mógłbym pisać przy piosenkach. Muzyka jest sztuka idealną (ze wszystkich sztuk). Nawet bardziej od malarstwa. Za to literatura jest najbardziej wolną ze sztuk. Muzyka, malarstwo potrzebują instytucji. Partytury musi ktoś wykonać. W zależności kto wykona utwór, ten staje się wielki, albo marny. Malarz musi mieć sale wystawiennicze. Są na łaskach u kogoś. A pisać mogę co mi się podoba, nie muszę koniecznie wydawać. Autor może nawet wydać za własne pieniądze. Sztuka jeśli narzuca coś człowiekowi, staje się amoralna. Literatura musi być delikatna, zostawiać coś czytelnikowi. Nie dopowiadać.

Człowiek by stać się człowiekiem, musiał wymyślić sztukę. Nie było na to rady.”

                                                                                                                                                            (notowałam na żywo)

Fot.: Manuel Ferreras-Tascón, Piotr Ratajczyk, Tomasz Sikora

 IMG_8145 maleIMG_8167 malestaskiewicz_144558_img_0007 bptatra-05-3 - K9x132.

 







STRAŻACKA WIELKANOC

DSCN0806 - K10x15 jasne

              Jakoś tak św. Florian pokierował, że Święta w tym roku spędziłam w strażackim gronie. W lany poniedziałek w Kazimierzu Dolnym druhowie OSP urządzili prawdziwą łaźnię mieszkańcom i turystom. Druhowie i chłopaki z miasteczka z wiaderkami gonią panny po rynku. Piski i chichot. Potem nadjeżdżają dwa wozy. Idą w ruch armatki wodne. Granit bruku lśni w strugach wody.

DSCN0712DSCN0735 - K9x13DSCN0784 - K9x13 DSCN0714

              Dwieście metrów wyżej na dziedzicu zamkowym błyszczą w pełnym słońcu granitowe rzeźby Bogdana Markowskiego. Tytuł wystawy: Erraticus (Błądzący). Kto nie zbłądził na Śmigusa do Kazimierza, ten zdąży to jeszcze nadrobić. Rzeźby ciężkie jak kamień, nikt ich stamtąd prędko nie ruszy. A druhowie weseli. Komentowali spod przyłbicy, że to oni mieli lać. Tymczasem kilku śmiałków chlusnęło wiadrami na dach nim zdążyli odpalić armatkę. Tego się nie spodziewali. Śmiech spod przemoczonego munduru.

DSCN0688DSCN0695 - K13x18DSCN0696 - K13x18 DSCN0702 - K13x18

               Dzwonił mi jeszcze w uszach, gdy manewrowałam między czerwonymi autami pod katedrą św. Floriana. Rejestracje z Wołomina, Grodziska, Nowego Dworu, Ostrowi Maz., Mińska, Sochaczewa. Zlot gwiaździsty. Abp. Henryk Hoser zaprosił na jajeczko śmietankę ruchu strażackiego. Przybyli nadbrygadier Gustaw Mikołajczyk, zastępca Komendanta Głównego PSP, Antoni Tarczyński Komendant Wojewódzki OSP, jego zastępca Zbigniew Gołąbek (radny Sejmiku z PSL), st. bryg. Janusz Szylar zastępca komendanta mazowieckiego PSP. Świat akademicki reprezentował st. bryg. Stanisław Sulęta, prorektor Szkoły Głównej Służby Pożarniczej.

DSCN0706DSCN0820 - K13x18

              Koncert pieśni pasyjnych w wykonaniu chóru Camerata Varsovia poprowadził godnie dh Ryszard Nowaczewski. Gdy śpiewacy łapali oddech, a dawali z siebie wszystko, przypominał wiersze okolicznościowe. Zasłuchani Mariusz Zabrodzki, komendant PSP w Otwocku i dr Marian Zalewski, od lat związany z miesięcznikiem „Strażak” wyraźnie byli pod wrażeniem.

DSCN0717DSCN0776 - K9x13DSCN0814 DSCN0682

              W gronie samorządowców wołomińskich skromniej komentowaliśmy wysiłek muzyków, niźli  sprawy mieszkańców. Dariusz Kokoszka, wójt Jadowa, Paweł Bednarczyk, burmistrz Tłuszcza, Piotr Orzechowski, wójt Strachówki – to dobrzy gospodarze, zawsze na bieżąco co do losów i bolączek mieszkańców. Taką Wielkanoc Pan Bóg zesłał.

DSCN0817 - K13x18DSCN0711 na face







CZŁOWIECZA ŚMIERĆ SYNA BOŻEGO

 –  Nie widzę winy w tym człowieku – ocenia urzędnik okupanta. Jego rzymski nos podkreśla wagę werdyktu dyktowanego sumieniem, znajdującego oparcie w grece i łacinie. W całej cywilizacji, którą Poncjusz Piłat uosabia. Kładzie na szalę swój autorytet i cesarza, którego reprezentuje. Zacietrzewieni nie chcą słyszeć. Hierarchia duchowna i ówczesna inteligencja (faryzeusze) domagają się śmierci Jeszuy z Nazaretu. Tłum gardłuje: ukrzyżuj Go, ukrzyżuj!  oraz „Krew jego na nas i na dzieci nasze” (Mateusz 27,25).  Tak krzyczeliśmy my, cały ród ludzki w obliczu niezawinionej zbrodni. I Ty, i ja staliśmy w tym tłumie.

monica belluccijesus-christ7-740x405rubens

               Ten obraz nachodzi mnie i męczy w Wielki Piątek. Bo my katolicy, prawosławni, ewangelicy, wierzymy, że Jezus jest Synem Bożym. Nawet inne ludy Księgi: izraelici i muzułmanie, uznają w Nim proroka. Świętego męża, przez którego usta przemawiał Bóg. Który czynił dobre uczynki. Nikogo nie skrzywdził, w narodowym wrogu (Samarytaninie) dojrzał człowieka, kobiecie upadłej (Maria Magdalena) podał pomocną dłoń. Przemawiał do najbardziej potępianych: więźniów i celników (poborców podatkowych na prowizji i komorników). Tyle, bo godniejsi ode mnie wylali rzekę atramentu na ten temat. To my zabiliśmy Syna Bożego…

cobrathady nie uzywanycleo taylor

               Zabiliśmy też człowieka, jak zabijamy na co dzień. Ty, ja, każdy z nas. Tchórzliwsi zadajemy śmierć cywilną: pomówieniem, oszczerstwem, donosem, uknutym sądem kapturowym. Zaszczuciem do samobójstwa. Inni z nas wprost – żelazem. Skąd ta łatwość, po tylu stuleciach od Starego Przymierza na górze Synaj z głośnym „nie zabijaj!”. Oddaję głos współczesnemu prozaikowi, Szczepanowi Twardochowi:

carga-de-los-mamelucosGrau-meliert-I-LOVE-INRI---eushirt.com-Pulloverbomba fr

             „Śmierć nie jest niczym wyjątkowym. Można umierać ładnie i brzydko (…) Te wasze płacze, że ktoś zabił pieska, podczas gdy świnie zabijacie w fabrykach, a potem żrecie ich mięso. I jeszcze to gadanie, że w fabrykach to zabijanie jest humanitarne. (…) z kolei fabryczne zabijanie ludzi uważacie za niehumanitarne. Spalić człowieka na śmierć bombą atomową albo fosforową jest humanitarne, a zagazować go w fabryce śmierci niehumanitarne. Chociaż może mniej boli? (…) fosfor boli bardziej.

            Nie umiecie żyć ze śmiercią i zabijaniem, i to jest śmieszne (…). Pewnie dlatego, że tak się tego zabijania i umierania boicie, to lubicie o nim słuchać i czytać, i je oglądać, prawda? (…) Zabijanie jest zwykłe. Czy chodzi o kurę na obiad (zabiliście kiedyś przynajmniej kurę?), czy chodzi o całe narody, czy o jednego człowieka.  I ja wiem, że człowiek ma duszę, a kura nie ma.  (…) Ale co z tego, krew to krew, ból to ból, kurzy czy ludzki.

gallosbergen belsen 9x13Dali_crucificado

              Więc zabijanie jest zwykłe, nawet jeśli chodzi o kobietę czy o dziecko. (…) Albowiem lwy zabijają swoje młode i świat nad tym nie płacze. Albowiem Herod kazał wymordować młodzianków, a słońce i tak wzeszło następnego dnia. Albowiem Juliusz Cezar siekł galijskie dzieci, aby nie wyrosły na dorosłych Galów, którzy tak łatwo się już siec nie pozwolą, a potem dzieci w dobrych szkołach uczyły się na pamięć „Wojny galijskiej” po łacinie.  Gallia est omnis divisa in partes tres, miriady razy dziecięcymi usty powtórzone, w miriadach wątków i czasów.

Polen, Ghetto Warschau, GhettomauerA Palestinian youth throws stones at an Israeli military watch tower along the controversial Israeli barrier during a demonstration against  Israeli army restrictions on Palestinian movement in the West Bank town of Bethlehem March 29, 2010. According to an Israeli police spokesperson, 12 protesters were detained on Sunday after they stormed through a checkpoint in the town during a protest by Palestinian, Israeli and international activists against restrictions that prevent them from coming to nearby Jerusalem. REUTERS/Ammar Awad (WEST BANK - Tags: POLITICS CIVIL UNREST)donbass_103FranciscodeGoya-Dueloagarrotazos

             Albowiem w Babim Jarze zabijano dzieci, a w tej samej chwili mieszkańcy Berlina i Waszyngtonu dolewali sobie śmietanki do kawy. Nie, dziękuję, bez cukru.

sutryk marcinUkraine-War-400x252Szatersk sierp14

              Albowiem w palonej amerykańskim napalmem (…) dzieci płonęły jak wietnamskie pochodnie, a mieszkańcy Sztokholmu oglądali to w telewizji, gryząc chipsy. (…)

pablitocruz1goya saturno

             I wasi przodkowie jak lwy: niechciane niemowlęta zostawiali, a one marły z głodu i zimna, nigdy nie zaznawszy matczynego mleka; tak wierzyli Germanie, że godzi się pozostawić dziecko na śmierć, jeśli jeszcze nigdy nie jadło. I Grecy, którzy ofiary z ludzi uważali za zwyczaj barbarzyński – nie uważali za barbarzyńskie porzucanie dzieci niechcianych, aby umarły. A wasi przodkowie słowiańscy składali dzieci w ofierze Perunowi. (…)

mierc-kosa-nocZwłoki_dzieci_getto_warszawskie_05969339_671631866226651_1178790634_n

              Wy zaś lubicie wzruszać się, patrząc na pulchne dziecięce policzki, jesteście jednak tacy sami, bo człowiek, tak jak inne drapieżniki, zabijał, zabija i będzie zabijał swoje dzieci. Wy, delikatni, zabijacie je po prostu, zanim się urodzą, z powodów estetycznych, bo staliście się wrażliwsi: porzucone płaczą zbyt głośno, w brzuchu matki płaczu nie słychać. Nie ganię was za to, nie oburzam się, nie dziwicie mnie. Tacy po prostu jesteście, ludzie. Tacy jesteśmy – jak lwy.”

Szczepan Twardoch „Wieczny Grunwald”, wyd. Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2011, s.38-41

Ilustrowane malarstwem: Petr Rubens, Francisco Goya, Savador Dali, Marcin Sutryk, Tadeusz Niemiec







TADEUSZ NIEMIEC THADY: KOLORYSTA Z SERCEM

Glowne thady na dobranoc7

             Fejsik częstokroć bywa infantylny. Jednak dzięki fb dokonałam odkrycia. Muszę się nim z Wami podzielić. Ten obraz namalował Tadeusz Niemiec Thady łódzki kolorysta. Znaczy tam mieszka, ale to artysta europejski w rozmachu. Powalające, przyznajcie. Co my tu mamy? Staw czy sadzawka odpadają (szpinakowe wodorosty ledwo zarysowane) – zatem jezioro, bo to wody zatrzymane. Może jego miniatura: kałuża tuż po deszczu, jeszcze bąblująca życiem. Jakaś perłowa łzawość się odbija, wznosi uczuciem z prawej do lewej po przekątnej. Granat – twardy i pewny jak szczerość i prawda. Niebiański błękit marzenia. Krystaliczny przebłysk targającego duszą wspomnienia… uczucia? I krew, krew żywa, gorąca jeszcze, przywodząca pamięć zastrzelonych kochanków.

tahdy5wnuki3

                Kim jest autor? Genialnym samoukiem. ASP nie skończył, a mimo to miał już dwie wystawy indywidualne, w tym w łódzkiej galerii ZPAP przy Piotrkowskiej. Ukończył technikum energetyczne. W 2011 przeszedł ciężką operację (bajpasy). I coś mu w sercu drgnęło, zaczął malować. Najpierw z wnukiem Maćkiem, jako dobry dziadek, po czym rozwinął się indywidualnie. Nie chciał oleju (schnie tydzień), wybrał szybko schnące farby akrylowe. Woli abstrakcje, bo jak mówi, każdy w nich widzi co innego, co go bawi.

Wywiad z Tadeuszem Niemcem Thadym: OBEJRZYJ VIDEO.

thady16Thady20thady9motyl boski

            Dobry człowiek, swoje dzieła rozdaje potrzebującym, np. chłopcu po wypadku. Wystawia też na aukcjach charytatywnych. Dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zawsze przekazuje rozkrzyczane kolorami płótno. Na co dzień skromny człowiek, emeryt mieszkający w bloku. Tworzy w pracowni przy ul. Drewnowskiej 77 w Łodzi, naprzeciwko Manufaktury. Kontakt: 601 948 753 thady@op.pl. I kto powiedział, że na emeryturze się usycha? Schną tylko kolejne płótna!

Galeria obrazów artysty: OBEJRZYJ TUTAJ.

thady610615333_1098147493582600_8343212976091355200_n Thady21 malarz







ŚWIETLICKI na WALENTYNKI

IMG_7165

Poeta o Tobie, o nas wszystkich siostry:

O.

Tę wąską, czarną gumkę, którą ściąga włosy,
nocą nosi na ręce, żeby nie zginęła,
jej nocne obyczaje są zaskakujące,
długo by można na ten temat.

Wyjechała, lecz wróci i niech wraca ciągle,
niech ciągle powracają jej popołudniowe,
poranne i wieczorne obyczaje, znowu
mam życie, ona mi je robi

Marcin Świetlicki







ŚLĄSKA SAGA SZCZEPANA TWARDOCHA

              Narrację szkicuje niedbale. Plącze mu się kreska, nawraca, przecina. Masa powtórzeń. Dzwonią jak srogie słowa dawnych proroków. Jak atawistyczne przekonanie, że słowo trzykroć powtórzone ma moc wcielania się. Bo styl ma Twardoch biblijny. A nawet mocniej. Poznajemy narratora z którego bije ogromny spokój, dystans, bezwzględna pewność siebie. Z siłą, która nie potrzebuje podnosić głosu, bo odwieczna prawda jaką głosi ma moc gniotącego lądolodu pewności.

guido_nocaschlesien_04

                Tym narratorem jest ziemia. Ziemia matka, czarna ziemia śląska, kosmiczna całość, pełnia yin yang. Ponad moralnością, ponad perypetiami ludzi, dziejami lasu, stada saren. Rozterki moralne, znój człowieczy ogląda niczym krzątaninę mrówki w mrowisku, które i tak zaleje wzbierająca rzeka. Forma z początku irytuje chaosem. Zwłaszcza przeskakiwanie w kolejnym akapicie od losów założyciela rodu, poprzez dzieje jego wnuka, po chwili syna, znów w zakręconą pętlę czasu. Twardoch używa pryzmatu rozszczepiającego czas, jak wiązki światła.

z13438407Q,Szczepan-TwardochIMG_9617 K13x18 male

              To nie jest książka chrześcijańska. To nie jest książka racjonalistyczna. To jest saga bezdyskusyjnie głoszona przez śląską ziemię. Albo przez tytułowego dracha – wszechwiedzącego demona, istotę będącą całością, myślącą, nieskończoną materią. Na tym nie koniec zaskoczeń formalnych. Książka pisana jest w trzech językach: głównie po polsku, jednak z licznymi dialogami w gwarze śląskiej i literackiej niemczyźnie. Tak jak do XX w. mówiło się w okolicach Gliwic, gdzie akcja się rozgrywa. A raczej plączą się jak nici Ariadny ludzkie losy.

11_big180514-3x2-article620zwyciestwa55

             Jeśli jest dla nich wspólny mianownik, to wskazałabym na rozpad starego świata i nastanie XX wiecznych prądów. Jednym jest brak zgody na przepaście klasowe. To jest ten afrodyzjak, który popycha Josefa Magnora do nocnych wizyt u panny Caroline Ebersbach. On chłopo-górnik zwraca się do córki radcy prawnego po niemiecku, do żony Valeski po wasserpolsku. Polskiego nie zna, ani górnoniemieckiej gwary z Schönwald. Godojo nią ino szynwołdziony. Josef, syn Wilhelma, ma braci Friedricha i Maximiliana. To już odchodzi, bo brutalnie wkracza nacjonalizm. Lud śląski jest targany za ramię i zmuszany do określenia się: Niemiec czy Polak? Wybuchają powstania śląskie, opisane jako wojna domowa. Wojna hybrydowa jak w górniczym Donbasie, okrutna i niszcząca tajemnicze historie miłosne jak w Jugosławii. Motywację obu stron konfliktu znajdziemy na kartach 89-90 powieści:

95294_originalThe bodies of Bosko Brkic, a Serb, and his Muslim girlfriend Admira Ismic, lie together in "no-man's land" between Bosnian Serb and government front lines in Sarajevo in this May 1993 photo, after they were killed by a Serb sniper about six days earlier while trying to slip out of Sarajevo. The delay in removing the bodies was due to constant sniper fire. The couple, buried in separate graves during the war, were to be reburied together in Sarajevo Wednesday, April 10, 1996. (AP Photo/JeromeDelay)

„W zeszłą niedzielę prawie wybuchło powstanie. Josef od niedawna jest zaprzysiężonym członkiem Polskiej Organizacji Wojskowej Górnego Śląska. Nie uczestniczy w jej działaniach, bo nie ma czasu – robota, młoda żona, obejście. Ale o planowanym na 22 czerwca wybuchu powstania słyszał.

Do POW wstąpił w maju. Wcześniej jest na polskiej manifestacji w Chorzowie i Gliwicach i nagle czuje się częścią czegoś większego. Nigdy wcześniej nie czuł się częścią czegoś większego. Nawet kiedy oficerowie dęli w gwizdki, a mannschaft wspinał się po drabinach, nawet wtedy nie. Robił, co do niego należało.

A tutaj, na manifestacji, Josef czuje się częścią czegoś większego. Nie jest pewien czego.

Josef nie czuje się Polakiem, bo nie czuje się niczym. Josef nie zadaje sobie pytania „kim jestem?”, bo od dawna zna na nie odpowiedź.

Wcześniej dawniejszy kamrat Josefa, Kazek Widuch, przekonuje go aby wstąpił do Verband Heimattreuer Oberschlesier, w końcu walczył za ojczyznę i cesarza.

– Dyć żeś wojowoł, pra? Za kajzera i za Rajch, chopie! Musimy być przi Niymcach! Wir müssen im Deutschen Reich bleiben! – wykrzykuje Widuch w szynku Widucha. Widuch, do którego należy szynk, jest ojcem Widucha, który wykrzykuje. Widuch, który wykrzykuje, niemieckiego jako tako nauczył się dopiero w wojsku, a walczył całe cztery lata i widział na własne oczy więcej śmierci niż ktokolwiek z jego przodków i jakikolwiek z jego potomków. Widuch wykrzykując za Niemcami, broni sensu tych śmierci, które widział i które zadał.

– Cicho już bydź, wielgi Niymiec… – buczą inni w szynku, ale niezbyt agresywnie, w końcu to syn szynkarza. Na polskich agitatorów buczą tak samo. Josef nie lubi wielkich Niemców i nie lubi wielkich Polaków. Inni mówią inne rzeczy. Josef lubi Widucha i nie przestaje się z nim kamracić, ale wielgiem Niymcem nie chce zostać.”

Korfanty-Fahrzeug_19205_7966Donbas2

             W powieści znajdziemy wiele interesujących szczegółów, dla nas „goroli” nieznanych. Hanysy wywodzą się od imienia Hans. Z przekleństwa „do pierona!” trzeba się było spowiadać, bo to przywołanie imienia pogańskiego boga Peruna. Gruba, czyli kopalnia Delbrück to dzisiejsza KWK Makoszowy. Autor powtarza kilka motywów z poprzedniej powieści „Epifania wikarego Trzaski” (święty-opętany, Skarbek, szyb górniczy dający azyl ściganym).

portraet_ernst_juengers_junger_deutscher_stosstrupp_erster_wk2010101209272914

             Obszerny rozdział o walkach Slązaków pod Verdun wydaje się mocno ryzykowny. Po „Na Zachodzie bez zmian” Ericha Marii Remarque’a niebezpiecznie pchać się w nieuchronne porównania z mistrzem. Przynajmniej oszczędzona nam została masakra SA-manów przez SS nad jeziorem Bad Wiesse. Bo po filmie „Cabaret” z Lisą Minelli konfrontacja wypadłaby żałośnie. Zamiast tego autor serwuje nam homoseksualną scenę, jakby echo filmu. Po co? To nie była rozprawa z gejami, tylko zdrada brunatnej rewolucji, zwrot reżimu Hitlera w stronę mieszczaństwa i wielkiej finansjery.

liza-minnelli

             Mimo tych kilku wad z kart „Dracha”, na pozór tak bezstronnych, bije miłość autora do swojej rodzinnej ziemi. Podkreśla cnoty śląskie: pracowitość, wytrwałość, porzundek nu a zaś musi być, mosz recht. I wartości rodzinne (s.165):

m600xdz16673024Q,Mieszkanki-Luhanska---na-sweetfoci-z-separatystami

„Ernst Magnor ma dziewięćdziesiąt cztery lata. Ani Ernst Magnor, ani Gela Magnor nie wiedzą, że Nikodem wyprowadził się od żony. Nikt im nie powiedział. Starzikom się niy godo takich rzeczy. Żony Nikodema Gela Magnor nigdy nie polubiła. Gela Magnor nie polubiła żadnej z żon swoich wnuków, ani żadnego z mężów swoich wnuczek (…) Patrzy w okno. Jest tutaj już drugi tydzień i jest bliska szaleństwa, tak sądzi. Że bliska szaleństwa. Ale przecież Gemanderowie i Magnorowie, i Czoiki nie oddają swoich rodziców do domów starców. Gemanderowie i Magnorowie, i Czoiki nie biorą nawet pielęgniarek do pomocy. Sami spłacają dług, którego nie da się spłacić.”

Na swój sposób spłaca go Szczepan Twardoch.

Szczepan Twardoch, „Drach”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014 KLIKNIJ by UZUPEŁNIĆ BIBLIOTECZKĘ

c99097cf892ba576f0855d6e1326c25f0bf38247xIMG_5487twardoch_szczepan_drach.file_







ŚRODA POPIELCOWA: MELANŻ MĘŻATEK

blu-chagall_blaue20zirkusIMG_4918Chagall

             Czy tylko panny mają prawo do zabawy? A po ślubie to już tylko przepierka, gotowanie i użerka? W dawnych stuleciach wiejskie kobiety miały pogodną odpowiedź. W Popielec urządzały swoje święto. Z rozmachem na całą wieś. A było tak:

chagall1IMG_0282IMG_6020

            Te o długim stażu małżeńskim zachodzą do zagród nowo zaślubionych i wyciągają je na drogę. Każą pchać ustrojony wstążkami wózek aż do karczmy. Tam młódki dokonują „wkupu do bab” – wyłącznie wódką. Wszystkie natomiast przynoszą naszykowane w domu potrawy: pierogi, placki kartoflane, kiszoną kapustę i śledzie. Raczą się i przepijają do siebie i zgromadzonych przy osobnym stole chłopów.

MG_0682-k1T-26-010361

            Gospodarze bowiem w ten dzień przyjmują kolejkę okowity, stawianą im przez najmowanych pastuchów w dowód szacunku. Potem rewanżują się i odnawiają im kontrakt. Tymczasem przy damskim stole panuje wesołość, gwar i śmiechy. Gospodynie porywają czapkę każdemu wchodzącemu do karczmy mężczyźnie, zawieszając ją na butelce. By wykupić fant, musi postawić flaszkę. Kiedy czują się już dostatecznie rozgrzane, kobiety wybiegają na środek izby i skacząc wysoko jak tylko się da wyśpiewują zaklęcie:

„Na len, na konopie, żeby się rodziły

żeby nasze dzieci i my nago nie chodziły”

_MG_3241chagall5

            Wlewają wodę do stępy (misa do wyrabiania kaszy) i młócą z takim wigorem, że strugi obryzgują wszystkich zebranych. Podpalają słomiane wiechcie, wymachują nimi energicznie by na koniec stłumić ogień z sykiem w wodzie. Chłopy po tych śmiałych popisach proszą do tańca żony i sąsiadki. Tańczą parami, żywiołowe obertasy i wyłącznie skoczne kawałki. Ważne by wkładać w taniec całą moc. No i by partner podniósł dłoń tancerki aże do samej powały. Bo im wyżej uniesie, tym dorodniejszy łan lnu czy konopi wzrośnie. To się nazywa magia sympatyczna: wiara, że podobne sprawia podobne. Księża przerażeni popularnością tego, co słusznie określali okultyzmem, wytępili stary obyczaj w jednych rejonach z końcem XIX w., w innych dopiero w XX stuleciu.

I-and-the-village-Marc-ChagallIMG_9764chagall4

            Przytaczam opis dawnych wiejskich obyczajów za Barbarą Ogrodowską („Święta polskie tradycja i obyczaj”, Warszawa 2000) z dwóch powodów. Primo wciąż mało znamy obyczaje naszych prawdziwych przodków, co ze wsi, nie z odległego dworu. Po wtóre większość obrzędów dotyczyło panien i miało im zapewnić szczęśliwe zamążpójście. Środa Popielcowa, co wyjątkowe, była dniem zabawy mężatek. Bo i po ślubie mamy prawo do melanżowia, czyż nie?

MG_0688blu-chagall1IMG_9597